Policja

Dziennik tłumacza #11: Murek

Policjant dzwoni po tłumacza: trzech Polaków na murku, otwarta butelka wina i ani jednego dokumentu. Jeden z nich zaczyna mówić i nie przestaje.

29 października 20264 min czytaniaAutor: Marcin Kowalski
Dziennik tłumacza #11: Murek

Czwartek, tuż po piątej. Dzwoni telefon. Funkcjonariusz pyta, czy mogę tłumaczyć na polski. Stoi przy murku, mówi, z trzema mężczyznami, którzy piją alkohol w miejscu, gdzie nie wolno. Włącza głośnik. Słyszę ruch uliczny, rower, który przejeżdża obok, i zapalniczkę, która nie chce złapać ognia.

Telefon na murku

Policjant najpierw mówi, co zamierza zrobić, a ja tłumaczę zdanie po zdaniu. Wylegitymuje ich. Wystawi mandat za picie alkoholu w miejscu publicznym. I chce od całej trójki zobaczyć dokument tożsamości. Po drugiej stronie słyszę pomruki. Dwóch mężczyzn grzebie po kieszeniach, szeleści papier. Trzeci milczy.

Policjant mówi na głos to, co widzi, na potrzeby swojego raportu. „Na murku stoi otwarta butelka czerwonego wina.” Tłumaczę. Nikt nie zaprzecza. Jeden z mężczyzn odpowiada, prawie grzecznie:

„No tak, wino. A co mamy robić o piątej po południu?”

Policjant nic nie odpowiada. To też jest odpowiedź.

„Gdzie pan mieszka?”

Teraz kolej na trzeciego. „A pan? Ma pan przy sobie dokument tożsamości?” Cisza trwa długo. Kiedy w końcu się odzywa, głos ma niski i ochrypły, jak ktoś, kto od dawna śpi na dworze.

„Nie mam. Ukradli mi w pierwszym tygodniu.”

Policjant pyta, gdzie mieszka, bo musi to wpisać do mandatu. Tłumaczę pytanie. Mężczyzna śmieje się krótko, bez radości.

„Tu. Na tym murku.”

Powtarzam to tak, jak powiedział, spokojnie, w tej samej kolejności. Po drugiej stronie na chwilę robi się zupełnie cicho. Słychać tylko samochód, który przejeżdża.

Torba, pokój i miesiąc bez wypłaty

Wtedy zaczyna mówić i już nie przestaje. Pracował miesiącami, ciężko, mówi, i ani jednego dnia nie opuścił. W któryś piątek powiedzieli mu, że koniec. Tak, z dnia na dzień. Ostatniej miesięcznej wypłaty nigdy nie dostał. Razem z pracą zniknął pokój, bo był w pakiecie.

Przez pierwsze noce myślał, że to sprawa kilku dni. W pierwszym tygodniu zniknęła mu torba z paszportem. Spał, mówi. Kiedy się obudził, nie było już nic. Teraz jest drugi miesiąc. Tłumaczę to wszystko, zdanie po zdaniu, a policjant pozwala mu skończyć. To nie jest oczywiste.

Kiedy policjant pyta o przelew, mężczyzna odpowiada z jakimś gorzkim humorem:

„Kurwa, przecież ja pracowałem! Przelew miał przyjść w piątek. Przychodzi do dziś.”

Policjant pyta, czy zgłosił kradzież. Mężczyzna odpowiada:

„Po co? Policja i tak nic nie znajdzie.”

Tłumaczę. Słyszę, jak długopis na chwilę przestaje pisać.

Ile kosztuje paszport

Policjant pyta, dlaczego nie złożył wniosku o nowy dokument. Odpowiedź jest płaska i zmęczona, jak rachunek, który robił już sto razy. Bez paszportu nikt go nie zatrudni, mówi. Bez pracy nie ma pieniędzy. A paszport kosztuje.

„Paszport kosztuje ponad sto euro. Ja od miesiąca nie mam nawet dziesięciu.”

Tłumaczę, a policjant milczy. Tak długo, że przez moment myślę, że połączenie się urwało. Potem słyszę, jak wypuszcza powietrze.

Trzy mandaty

Dalej wszystko idzie tak, jak musi. Policjant wyjaśnia, że to gmina decyduje, gdzie nie wolno pić alkoholu na ulicy, że to jest takie miejsce i że każdy z trzech dostanie mandat. Tłumaczę. Dwaj pozostali coś mruczą, jeden kaszle. Jeden mówi do kolegi: „Daj spokój, Grzesiek, niech pisze.”

Grzesiek, jak teraz wiem, że ma na imię, zadaje jeszcze jedno pytanie:

„Mandat dostanę. Paszportu nie dostanę. A jak nie zapłacę?”

Policjant odpowiada, że wtedy przyjdą listy i że może być drożej. Tłumaczę. To nie jest groźba. To po prostu kolejne zdanie z formularza.

Potem dzieje się coś, czego nie ma w protokole. Policjant mówi: „Proszę mu powiedzieć, że kradzież paszportu może mimo wszystko zgłosić. I że zgłoszenie utraty polskiego paszportu w ambasadzie nic nie kosztuje.” Przekazuję. Na chwilę robi się cicho. Potem mężczyzna mówi po holendersku, łamanym, cicho: „Dank u wel.”

Co zostaje

Rozmowa trwała niecały kwadrans. Niczego nie widziałem. Słyszałem ochrypły głos, zapalniczkę, kaszel i butelkę odstawianą na kamień. Nic więcej. A jednak o tym człowieku wiem więcej niż o wielu ludziach, których spotkałem w prawdziwym pokoju.

Jeszcze długo myślę o tej jednej liczbie. Ponad sto euro. Dla mnie to kolacja. Dla niego, według jego własnego rachunku, to różnica między murkiem a pokojem. Nie wiem, czy uzbiera. Nigdy się nie dowiem. Telefon gaśnie, a ulica znów należy do nich.

Warto wiedzieć

  • To gmina decyduje, czy wolno pić alkohol na ulicy. W wyznaczonych miejscach można dostać mandat, nawet jeśli nikomu się nie przeszkadza. Przepisy znajdziesz na stronie swojej gminy.
  • Skradziony zagraniczny paszport lub dowód zgłosisz holenderskiej policji pod numerem 0900-8844. Samo zgłoszenie nie wystarczy do wyrobienia nowego dokumentu, po ten idziesz do swojej ambasady lub konsulatu.
  • Zgubiony lub skradziony polski paszport możesz zgłosić w ambasadzie RP w Hadze bezpłatnie. Od chwili zgłoszenia stary paszport traci ważność.
  • Nie dostałeś wypłaty albo dostałeś tylko część? Fundacja FairWork pomaga pracownikom migrującym bezpłatnie i poufnie, także po polsku. Zachowaj wiadomości, godziny pracy i wszystko, co potwierdza, że pracowałeś.
  • Mandat, którego nie zapłacisz, może wzrosnąć. Czytaj więc każdy list, nawet jeśli go nie rozumiesz, i poproś kogoś o pomoc.

Na koniec

Tego popołudnia wypisano trzy mandaty. Historia, która za nimi stała, nie zmieściła się w żadnym formularzu.
polubień5