Dziennik tłumacza #1: Tylko dwa piwa
Piątek, 23:15, telefon z komisariatu. Tomasz przysięga, że wypił tylko dwa piwa do kolacji. Wynik badania mówi coś zupełnie innego, a za chwilę okaże się, że najwięcej kosztuje go nie ta noc, tylko poniedziałek.

Piątek, kwadrans po jedenastej wieczorem. Herbata zdążyła wystygnąć, kiedy dzwoni telefon. Dyżurny z komisariatu przedstawia się krótko: przesłuchanie, podejrzany mówi tylko po polsku, artykuł 8. Nie muszę pytać, o co chodzi. Art. 8 Wegenverkeerswet (holenderskiej ustawy o ruchu drogowym) dotyczy jazdy pod wpływem alkoholu lub narkotyków i w mojej pracy jest prawie stałym punktem tygodnia.
Po drugiej stronie siedzi Tomasz. Trzydzieści cztery lata, od trzech lat w Holandii, magazyn, zmiany na zmianę. Słyszę to w głosie: zmęczenie, wstyd i jeszcze trochę nadziei, że wszystko się wyjaśni.
Funkcjonariusz zaczyna standardowo. Imię, data urodzenia, adres. Potem pouczenie: nie musi odpowiadać na pytania, ma prawo do adwokata. Tłumaczę zdanie po zdaniu. Tomasz przerywa mi w połowie.
„Panie, ja nic nie zrobiłem. Tylko dwa piwa, do kolacji.”
Muszę przetłumaczyć to dokładnie tak, jak powiedział. Nie łagodzę i nie poprawiam. Tłumacz nie jest adwokatem ani prokuratorem. Jest mostem, a most nie wybiera, co po nim przejedzie.
Policjant kiwa głową i spokojnie kładzie na stole wynik badania. Liczba jest wyraźnie wyższa niż dwa piwa. Tłumaczę. Przez chwilę po polskiej stronie jest cisza.
Potem pytania idą jedno po drugim. Jakim samochodem Pan jechał? Czy to Pana auto? Skąd Pan wracał? Dokąd Pan jechał? Gdzie Pan pił, z kim i o której? Ile alkoholu wypił Pan w ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin? Tomasz odpowiada coraz krócej. Szary volkswagen, auto kolegi z pracy. Wracał od znajomych z Venlo. Wczoraj „może jeszcze jedno, dwa”. Widać, że do niego dociera. Kiedy policjant mówi, że prawo jazdy zostaje zatrzymane od razu, Tomasz pierwszy raz pyta o coś innego niż sprawę.
„A jak ja w poniedziałek dojadę do pracy? Tam nie ma autobusu.”
Tłumaczę i to. Policjant odpowiada uprzejmie, ale konkretnie: to nie jest pytanie do policji. Sprawa pójdzie dalej, odezwie się prokuratura, a możliwe, że też CBR (holenderski urząd wydający prawa jazdy).
Na koniec odczytuję mu po polsku cały protokół. Słowo po słowie. Tomasz poprawia jedną godzinę i podpisuje. Rozłączam się po czterdziestu minutach. Herbata jest już zupełnie zimna.
Takie rozmowy rzadko są dramatyczne. Nikt nie krzyczy, nikt nie płacze. A jednak w ciągu jednego wieczoru ktoś traci nie tylko prawo jazdy, ale też spokój o pracę, mieszkanie przez agencję i plan na najbliższe miesiące.
Co warto wiedzieć
- Art. 8 Wegenverkeerswet to w Holandii przepis o jeździe pod wpływem alkoholu lub narkotyków.
- Podczas przesłuchania masz prawo do tłumacza. Nie musisz udawać, że rozumiesz po niderlandzku.
- Masz prawo do adwokata i do tego, żeby nie odpowiadać na pytania. Spokojna odpowiedź jest lepsza niż szybka. Przy poważniejszych przestępstwach adwokata dyżurnego opłaca państwo holenderskie. W lżejszych sprawach, takich jak ta, za adwokata zwykle płacisz sam.
- Protokół musi być Ci przetłumaczony przed podpisem. Jeśli coś się nie zgadza, powiedz to.
- W Holandii przy jeździe po alkoholu możliwy jest nie tylko mandat czy sprawa karna. CBR (urząd wydający prawa jazdy) może też skierować Cię na płatny kurs lub badanie. To trwa i kosztuje.
- Jeśli pracujesz przez agencję pracy tymczasowej i dojeżdżasz autem, zatrzymane prawo jazdy szybko staje się problemem z pracą.
Na koniec
Dwa piwa w Holandii potrafią kosztować więcej niż jedną noc. Najdroższy bywa poniedziałek.
Postacie i szczegóły są fikcyjne. Historie powstają na podstawie doświadczeń z pracy tłumacza.
[Potrzebujesz tłumacza przez telefon lub wideo? Zarezerwuj termin.]