Medycyna

Dziennik tłumacza #6: Rozmowa, której nikt nie chce prowadzić

Niedzielny wieczór, oddział intensywnej terapii. Ojciec przez telefon musi podjąć decyzję, której nikt nie chce podejmować. Tłumacz jest spokojnym głosem między lekarzem a rodzicem, w rozmowie, w której każde słowo waży więcej niż zwykle.

11 października 20262 min czytaniaAutor: Marcin Kowalski
Dziennik tłumacza #6: Rozmowa, której nikt nie chce prowadzić

Niedziela, kilka minut po ósmej wieczorem. Telefon, pół godziny, szpital. Lekarz z oddziału intensywnej terapii mówi cicho i od razu uprzedza: to będzie trudna rozmowa. Pyta, czy mam doświadczenie w takich sytuacjach. Mam. Mówię, że możemy zaczynać.

Po drugiej stronie, przez głośnik, jest pan Jan. Jego syn od kilku dni leży na oddziale po wypadku. Kiedy się przedstawiam, słyszę w jego głosie, że wie, po co ta rozmowa.

Lekarz mówi powoli, a ja tłumaczę zdanie po zdaniu. Że zrobili wszystko, co możliwe. Że syn już się nie obudzi. Że trzeba porozmawiać o dwóch sprawach: o odłączeniu aparatury i o dawstwie narządów.

Pan Jan długo milczy. Potem zadaje pytanie, którego się nie spodziewam:
„Jaka jest różnica między narządami a tkankami?”

Tłumaczę. Lekarz spokojnie wyjaśnia: narządy to serce, płuca, wątroba, nerki, a tkanki to na przykład skóra czy rogówki. Pan Jan słucha. Potem mówi krótko, że zgadza się na narządy, ale nie na tkanki. Lekarz nie dopytuje i nie przekonuje. Tak ma być.

Lekarz mówi, że dzięki tej decyzji kilka osób może dostać szansę na życie. Tłumaczę, a po polskiej stronie słyszę tylko ciężki oddech.

Potem pytanie najtrudniejsze: kiedy pan Jan chce się pożegnać. Chce kilku godzin, sam na sam z synem. Potem już nie chce go widzieć.
„Chcę go zapamiętać takiego, jaki był.”

Na koniec sprawy praktyczne. Transport do Polski, dokumenty, zakład pogrzebowy. Lekarz zapewnia, że szpital pomoże z formalnościami. Pan Jan dziękuje lekarzowi, potem mnie. Życzę mu dużo siły. Rozłączamy się.

W tej pracy tłumacz nie może płakać razem z rodziną. Musi zostać spokojnym głosem, który przekazuje każde słowo dokładnie, bo w takich chwilach każde słowo waży więcej niż zwykle. Płacze się później, po odłożeniu słuchawki. Albo wcale, bo za kwadrans może zadzwonić kolejne zlecenie.

Co warto wiedzieć

  • W szpitalu w Holandii masz prawo do tłumacza. Przy ważnych rozmowach o leczeniu albo o decyzjach dotyczących bliskiej osoby nie zgadzaj się na tłumaczenie „na migi” ani przez znajomych.
  • W Holandii działa Donorregister, czyli rejestr dawców. Każdy dorosły mieszkaniec może tam zapisać swoją decyzję: tak, nie, decyduje rodzina albo konkretna osoba.
  • Jeśli nie wpiszesz decyzji, w rejestrze możesz figurować jako osoba, która nie sprzeciwia się dawstwu. Lekarze i tak rozmawiają wtedy z rodziną.
  • Porozmawiaj o tym z bliskimi wcześniej. Wtedy w najtrudniejszej chwili nikt nie musi zgadywać, czego byś chciał.
  • Przy śmierci w Holandii transport ciała do Polski wymaga dokumentów. Zakład pogrzebowy i szpital zwykle pomagają je załatwić.

Na koniec
Są rozmowy, których nikt nie chce prowadzić. Wtedy najważniejsze jest, żeby każdy dobrze zrozumiał każde słowo.

Postacie i szczegóły są fikcyjne. Historie powstają na podstawie doświadczeń z pracy tłumacza.

[Potrzebujesz tłumacza przez telefon lub wideo, na przykład na rozmowę w szpitalu? Zarezerwuj termin.]