Policja

Dziennik tłumacza #8: Powiedzcie, że to nieprawda

Trzech współlokatorów w kuchni i matka, która odbiera, gdy w tle jeszcze gra telewizor.

26 października 20264 min czytaniaAutor: Marcin Kowalski
Dziennik tłumacza #8: Powiedzcie, że to nieprawda

Czwartek, dziesięć po szóstej. Herbata jeszcze ciepła, gdy dzwoni telefon. Funkcjonariusz pyta, czy mam godzinę. Zgon w mieszkaniu, zeznania współlokatorów, wszystko po polsku. Biorę kartkę i długopis i mówię tak.

Wyjaśnia krótko, co się stało. Młody mężczyzna, dwadzieścia cztery lata, został znaleziony w swoim pokoju przez współlokatora. Nie dało się już nic zrobić. Policja musi ustalić, co się wydarzyło. Więcej nie mówi.

W kuchni

W kuchni siedzi trzech mężczyzn. Słyszę ich przez głośnik: przesuwane krzesło, ktoś odchrząkuje. Jeden mówi za szybko. Drugi prawie nic. Trzeci otworzył drzwi. Opowiada, co zobaczył, raz i bez ogródek. Tłumaczę zdanie po zdaniu. Nikt mu nie przerywa. Gdy kończy, długo jest cicho.

Potem funkcjonariusz zaczyna zadawać pytania. Spokojnie, w tej samej kolejności co zawsze. Jak się nazywał, jak długo tu mieszkał, kiedy ostatni raz go widzieli. Drugi mężczyzna odzywa się po raz pierwszy:

„Zawsze mówił dzień dobry. Od dwóch dni nie.”

Funkcjonariusz pyta, dlaczego zajrzeli dopiero po dwóch dniach. Ten, który otworzył drzwi, odpowiada powoli. Że pracowali na innych zmianach. Że czasem nie widzieli go przez tydzień. Że nie lubił zamieszania: jak ktoś zapukał, mówił, że jest zmęczony. Że tego popołudnia ktoś napisał do niego o zakupach i nie dostał odpowiedzi. „Wtedy poszedłem zobaczyć.” Tłumaczę tak, jak leci, także zdanie, w którym sam sobie coś zarzuca. Niczego z niego nie wyrzucam.

Jaki to był chłopak

Jaki to był chłopak? Funkcjonariusz pyta bez pośpiechu. Pierwszy zaczyna mówić szybko. Spokojny, mówi. Zawsze sprzątał kuchnię. Co niedzielę dzwonił do domu, o tej samej porze, ze słuchawką w uchu. Na szafce stało zdjęcie jego matki. Alkohol? Czasem piwo, nic więcej. Trzeci kręci głową przy każdym pytaniu i mówi, że nie wie. Tłumaczę i to. „Nie wiem” też jest odpowiedzią.

Czy mówił kiedyś coś o swojej sytuacji, pyta funkcjonariusz. O pieniądzach, pracy, domu, związku? Zapada cisza, której nie da się przetłumaczyć. Potem pierwszy mówi, że Kamil miał długi w Polsce, przez ojca. Że często mówił, że chce wracać, ale wstydził się, bo tu sobie nie poradził. Że poza pracą nie miał tu przyjaciół. Że lekarz rodzinny daje tu tylko paracetamol, tak kiedyś powiedział, i że nie chciał już tam chodzić.

Funkcjonariusz pyta, czy ktoś słyszał kiedyś, jak mówił, że chce sobie coś zrobić. Pierwszy patrzy w stół, słyszę to po głosie, i mówi cicho:

„Tydzień temu powiedział, że już nie widzi sensu. Myślałem, że jest po prostu zmęczony.”

Tłumaczę tak, jak jest. Funkcjonariusz zapisuje i nic nie mówi. Ja też nie.

Telefon do matki

Jeden z nich ma numer do matki Kamila. Funkcjonariusz pyta, czy poprowadzę tę rozmowę. Odpowiadam, że tak. Jest wpół do ósmej. Kobieta odbiera, w tle gra telewizor. Brzmi zwyczajnie. Pewnie myśli, że to sąsiadka.

Funkcjonariusz się przedstawia i pyta, czy jest matką Kamila. Potem mówi, że ma złą wiadomość. Tłumaczę słowo po słowie. Po polskiej stronie robi się cicho. Telewizor mówi dalej.

„Dzwonił do mnie w niedzielę. Mówił, że wszystko dobrze.”

Przekazuję to. Telefon przejmuje mężczyzna, jej mąż, który nie rozumie funkcjonariusza. Tłumaczę wszystko jeszcze raz, wolniej. W tle słyszę jej głos, wysoki i cienki:

„Powiedzcie, że to nieprawda.”

Tłumaczę, niczego nie łagodząc. Funkcjonariusz mówi spokojnie, że bardzo mu przykro i że to nie pomyłka. Przekazuję. To najcięższe zdanie tego wieczoru. Potem pyta jeszcze o dwie rzeczy.

„Czy był sam?”

Funkcjonariusz mówi szczerze, że był w swoim pokoju i że znaleźli go współlokatorzy. A potem, ledwo słyszalnie:

„Co jeszcze powiedział?”

Funkcjonariusz odpowiada, że na to nie może teraz odpowiedzieć, ale że jutro zadzwoni ktoś, kto spokojnie wszystko z nimi omówi. Tłumaczę. Nic już nie mówi.

Zimna herbata

Rozmowa trwa jedenaście minut. Funkcjonariusz pyta, czy ktoś z nimi jest. Mężczyzna odpowiada, że zaraz przyjdzie sąsiadka. Funkcjonariusz podaje numer i mówi, że mogą dzwonić w dzień i w nocy. Potem się rozłącza. Patrzę na herbatę. Jest zimna.

Co będzie dalej, nie usłyszę. Ona dowiedziała się od funkcjonariusza i od obcego głosu. Tym głosem jestem ja. Godzinę później siedzę na tym samym krześle i myślę o chłopaku, który co niedzielę dzwonił do domu, i o matce, która po prostu odebrała.

Warto wiedzieć

  • Myślisz o odebraniu sobie życia albo martwisz się o kogoś? W Holandii zadzwoń do 113 Zelfmoordpreventie pod numer 113 lub bezpłatnie 0800-0113. Całą dobę, anonimowo, także na czacie 113.nl. Przy bezpośrednim zagrożeniu życia dzwoń na 112.
  • W Polsce możesz zadzwonić pod 116 123 (bezpłatnie, całą dobę) albo 800 70 2222 (Centrum Wsparcia).
  • Wiadomość w stylu „nie widzę sensu” traktuj poważnie. Zadzwoń do tej osoby, zapytaj spokojnie i poszukaj pomocy.
  • Kto kogoś znalazł, może poprosić o pomoc lekarza rodzinnego. To nie słabość.
  • Jeśli nie rozumiesz policji, poproś o tłumacza i o powtórzenie, także przy złych wiadomościach.

Na koniec

Nie wybieram słów, ale to ja je wypowiadam.

Postacie i szczegóły są fikcyjne. Opowieści oparte są na doświadczeniach z pracy tłumacza.