Policja

Dziennik tłumacza #14: Jeden dach bez śniegu

Po nocy śniegu na całej ulicy jeden ciemny dach. Młoda Polka na przesłuchaniu przyznaje się do strychu, ale nie mówi, kto urządził na nim plantację.

3 listopada 20267 min czytaniaAutor: Marcin Kowalski
Dziennik tłumacza #14: Jeden dach bez śniegu

Dzwoni telefon. Odbieram i słyszę pokój, w którym jest za dużo ludzi naraz. Krzesło szura po podłodze, ktoś kaszle, ktoś inny stawia kubek na blacie. Kobiecy głos, rzeczowy i trochę zachrypnięty: „Tłumacz polskiego? Dobrze, że pan jest. Przesłuchanie podejrzanej, adwokat jest na miejscu. Włączam głośnik.”

Przedstawiam się w obu językach. Mówię, że będę tłumaczyć wszystko, co padnie w tym pokoju, i że niczego nie będę dodawać od siebie. Po drugiej stronie stołu ktoś pociąga nosem. Męski głos mówi spokojnie po niderlandzku, że jest adwokatem pani Kingi i że jego klientka jest gotowa rozmawiać.

Najpierw to, co oczywiste

Policjantka zaczyna od formułki. Imię, nazwisko, data urodzenia, adres. „Przypominam pani, że nie musi pani odpowiadać na pytania. Czy pani to rozumie?” Tłumaczę. Odpowiedź przychodzi szybko, za szybko, jakby pani Kinga chciała mieć to już za sobą.

„Rozumiem. Ja się do wszystkiego przyznaję.”

Mówię to po niderlandzku, w pierwszej osobie, tym samym tonem. Słyszę, jak adwokat przesuwa się na krześle. Policjantka nie komentuje. Pyta tylko, do czego dokładnie pani się przyznaje.

„Do strychu.”

Dach

„Wie pani, dlaczego dziś rano przyjechaliśmy właśnie do państwa?” Tłumaczę pytanie. Pani Kinga milczy chwilę, a potem mówi, że wie. Że zobaczyła to sama, kiedy rano wyszła do samochodu. W nocy spadło dużo śniegu. Cała ulica była biała.

„Wszystkie dachy były białe. Tylko nasz nie.”

Policjantka potwierdza, że właśnie tak to zobaczył rano patrol. Na całej ulicy jeden ciemny dach, mokry, jakby ktoś go umył, a nad dachówkami para. Pyta, czy strych był izolowany. Był, mówi pani Kinga. Oni porządnie to wszystko zrobili, tak mówili. A jednak ciepło przeszło przez dach. Tłumaczę to zdanie i myślę o tym, jak cicho padał ten śnieg, kiedy oni spali.

Skąd się to wzięło

Teraz pytania idą jedno za drugim. Od kiedy mieszkają w tym domu? Czyj to dom? Wynajmują go od korporacji mieszkaniowej (woningcorporatie). Kto tam mieszka? Ona i mąż, Marek. Dzieci nie mają. Czym się zajmuje mąż? Jest stolarzem, pracuje dla firmy, ale na własnej działalności (zzp). A pani? Na produkcji, przy jajkach. Na zmiany, często od piątej rano.

„Zarabiacie państwo razem przyzwoite pieniądze”, mówi policjantka. „Dlaczego?”

Tłumaczę to jednym słowem, bo tak padło. Pani Kinga oddycha głośno, kilka razy, zanim odpowie. Mówi, że mąż nie zapłacił podatku. Nie celowo, po prostu nie wiedział, że przy własnej działalności trzeba odkładać. Potem przyszło pismo z urzędu skarbowego (Belastingdienst) i kwota, której nie byli w stanie spłacić. A wcześniej był samochód na kredyt, meble na raty, jeszcze jedna pożyczka na spłatę poprzedniej.

„Pracowaliśmy oboje i co miesiąc brakowało. Każdego miesiąca.”

„Kto wpadł na pomysł ze strychem?” Tu cisza jest dłuższa. Adwokat odzywa się pierwszy, po niderlandzku i spokojnie: jego klientka sama zdecyduje, na które pytania odpowie. Tłumaczę to pani Kindze.

Mówi, że poznali kogoś na mieście. Zwykła rozmowa, potem druga. On wiedział, że mają długi. Powiedział, że ma sposób, a oni nie będą musieli nic robić. Tylko udostępnić strych.

„Kto podłączył prąd?” Przyszedł elektryk, mówi. Nie wie, jak się nazywał. Zrobił coś przy liczniku, przekierował prąd skądinąd, żeby rachunek się nie zmienił. Potem przyjechała ekipa. Wnieśli lampy, worki z ziemią, nawóz, wentylatory. Raz dziennie ktoś przychodził na górę do roślin. Miał swój klucz.

„Czy mąż wiedział o strychu?” Wiedział, mówi. Zdecydowali razem, przy kuchennym stole, jednego wieczoru. „Kiedy to było?” Jesienią. „Gdzie wtedy byli państwo, kiedy przychodzili ci ludzie?” W pracy, zwykle w pracy. Kiedy wracali, na górze paliło się światło, a w całym domu czuć było ten zapach.

„Kto to był? Jak się nazywał ten człowiek z miasta? Ile osób przychodziło? Czy zna pani ich numery telefonów?” Tłumaczę każde pytanie osobno. Na każde pada ta sama odpowiedź, coraz ciszej.

„Nie wiem. Ja tylko udostępniłam mieszkanie.”

„Dostaliście za to pieniądze?” Dostali zaliczkę, mówi. Reszta miała przyjść później. Kilka miesięcy był spokój. Pierwszy raz od dawna spłacili wszystko na czas.

Drzwi

W połowie przesłuchania otwierają się drzwi. Nowy głos, męski i spokojny, przedstawia się jako pomocnik prokuratora (hulpofficier van justitie). Pani Kinga pyta, czy to prokurator. Tłumaczę pytanie. Nie, odpowiada, jest policjantem i pomocnikiem prokuratora, ale o tym, co będzie dalej, decyduje teraz on.

Najpierw chce ją wysłuchać. Czy rozumie, o co jest podejrzana? Rozumie. Czy chce jeszcze coś powiedzieć? Nie chce. Potem mówi krótko: policja potrzebuje więcej czasu na dochodzenie, dlatego zarządza jej zatrzymanie do trzech dni (inverzekeringstelling). Adwokat dostanie to na piśmie.

Tłumaczę „do trzech dni”. Ona słyszy „trzy dni”.

„Trzy dni? A mój mąż? Gdzie jest Marek?”

O Marku pomocnik prokuratora nie mówi nic, tylko tyle, że o każdym podejrzanym decyduje się osobno. Drzwi się zamykają. Adwokat mówi do niej spokojnie, a ja tłumaczę: wyjaśni jej po przesłuchaniu, co to oznacza.

Rachunek

Policjantka wraca do pytań, ale jej głos jest teraz trochę inny. Wolniejszy. Mówi, że chce, żeby pani Kinga wiedziała jeszcze dwie rzeczy. Prąd szedł obok licznika. Poza sprawą karną przyjdzie więc osobne roszczenie od operatora sieci (netbeheerder), który policzy, ile mogło przez ten czas pójść.

„Ile?”

Policjantka odpowiada, że nie wie i że to nie ona o tym decyduje. Tłumaczę. Druga rzecz to dom. Przy plantacji burmistrz (burgemeester) może zamknąć dom, a korporacja może potem wypowiedzieć umowę najmu. „Musi się pani liczyć z tym”, mówi policjantka, „że po wyjściu stąd nie wrócicie do domu. Ani pani, ani mąż.”

„Tam są nasze rzeczy. Moje ubrania do pracy. Jutro mam zmianę.”

Mówię to po niderlandzku i słyszę, jak to brzmi w tym pokoju. Zwykłe zdanie o jutrzejszej zmianie, zaraz po słowie „zamknąć”.

Imię, którego nie będzie

„Kto przychodził codziennie na strych? Kto wam płacił? Kto tym wszystkim kierował?” Pani Kinga oddycha głośno, blisko mikrofonu.

„O sobie powiem wszystko. Że to nasz strych i że się zgodziłam. O nich nic nie powiem. Boję się o siebie i o Marka.”

Policjantka pyta, czego dokładnie się boi. Nie ma odpowiedzi. Tłumaczę ciszę tak, jak się ją tłumaczy: mówię, że pani nie odpowiada.

Potem pani Kinga zwraca się do mnie, nie do policjantki. „Proszę pana, a co pan by zrobił?” Mówię, że jestem tu tylko tłumaczem i że z takim pytaniem może iść do swojego adwokata. A potem przekładam policjantce całą tę wymianę, bo tłumaczę wszystko, co pada w tym pokoju, także to, co ktoś powiedział do mnie. Adwokat prosi o przerwę.

Po przerwie protokół. Policjantka czyta, ja tłumaczę zdanie po zdaniu. Pani Kinga poprawia tylko jedno słowo. Nie „wynajęła”, tylko „udostępniła”. Słyszę długopis, długo i niepewnie.

Śnieg

„Dziękuję, panie tłumaczu. Na dziś to wszystko.” Mówię jeszcze po polsku, że się rozłączam. Pani Kinga mówi „dziękuję”, nie wiem, do kogo. Kliknięcie i cisza.

Nie wiem, co stało się potem z nią ani z jej mężem. Nie wiem, czy dostała swoje ubrania do pracy. Wstaję zrobić sobie kawy i łapię się na tym, że patrzę przez okno na dachy po drugiej stronie ulicy. Wszystkie są białe.

Warto wiedzieć

  • Uprawa konopi jest w Holandii zabroniona przez ustawę o środkach odurzających (Opiumwet, art. 3). Kto udostępnia dom, strych albo szopę pod plantację, sam może zostać podejrzanym, także wtedy, gdy nie dotyka roślin.
  • Gdy w lokalu znajdzie się plantacja, burmistrz (burgemeester) może go zamknąć na określony czas na podstawie art. 13b Opiumwet. Po takim zamknięciu wynajmujący, na przykład korporacja mieszkaniowa (woningcorporatie), może rozwiązać umowę najmu. Od decyzji burmistrza można złożyć sprzeciw (bezwaar), zwykle w ciągu 6 tygodni; dokładny termin znajdziesz w piśmie.
  • Prąd pobierany obok licznika to kradzież energii. Niezależnie od sprawy karnej operator sieci (netbeheerder) może na drodze cywilnej żądać zapłaty za szacowane zużycie i koszty. W wyrokach holenderskich sądów są to często kwoty od kilku do kilkudziesięciu tysięcy euro.
  • Po zatrzymaniu policja może Cię przetrzymać na komisariacie do 9 godzin, a czas od północy do 9:00 się nie liczy. Potem pomocnik prokuratora (hulpofficier van justitie), czyli policjant z takimi uprawnieniami, albo sam prokurator (officier van justitie) może zarządzić zatrzymanie do 3 dni (inverzekeringstelling). O kolejne 3 dni może je przedłużyć tylko prokurator. Najpóźniej po 3 dniach i 18 godzinach od zatrzymania stajesz przed sędzią (rechter-commissaris).
  • Nie musisz odpowiadać na pytania. Masz prawo do adwokata przed przesłuchaniem i w jego trakcie, a przy zatrzymaniu do 3 dni adwokata przydziela się z urzędu. Masz też prawo do tłumacza i do tego, żeby przed podpisaniem usłyszeć protokół w swoim języku.
  • Masz zaległy podatek albo długi, których nie dajesz rady spłacać? Zapytaj gminę (gemeente) o bezpłatną pomoc w zadłużeniu (schuldhulpverlening), a urząd skarbowy (Belastingdienst) o plan spłaty (betalingsregeling). Zrób to, zanim ktoś obcy zaproponuje Ci łatwe pieniądze.

Na koniec

Wystarczyła jedna noc śniegu, żeby cała ulica zobaczyła to, o czym oni starali się nie myśleć.
polubień97