Policja

Dziennik tłumacza #15: Tłumaczenie zakończone

Pięć lat w Niderlandach, trzy z nich na ulicy. Pan Adam ma jedną rozmowę z policjantem, zanim zapadnie decyzja o areszcie dla cudzoziemców.

6 listopada 20266 min czytaniaAutor: Marcin Kowalski
Dziennik tłumacza #15: Tłumaczenie zakończone

Dzwoni telefon. Męski głos, spokojny i trochę zmęczony. Policjant z wydziału do spraw cudzoziemców (vreemdelingenpolitie). Przedstawia się i mówi, że jest też funkcjonariuszem pełniącym funkcję pomocnika prokuratora (hulpofficier van justitie). Za chwilę przeprowadzi rozmowę. „Pan Adam siedzi obok mnie. Włączam głośnik.”

Przedstawiam się w obu językach. Mówię, że będę tłumaczyć wszystko, co padnie w tym pokoju, i że niczego nie dodam od siebie. Pan Adam mówi „dzień dobry”. Cicho, chrapliwie, jak ktoś, kto od dawna nie rozmawiał z nikim dłużej niż minutę.

Po co ta rozmowa

Policjant zaczyna od tego, po co w ogóle jesteśmy na linii. Pan Adam był dotąd zatrzymany w sprawie karnej. Ta sprawa się kończy. Teraz przechodzi za prawa karnego do prawa imigracyjnego, czyli do ustawy o cudzoziemcach (Vreemdelingenwet). Po tej rozmowie policjant zdecyduje, czy pan Adam trafi do aresztu dla cudzoziemców (vreemdelingenbewaring), a stamtąd może zostać odesłany do Polski.

„To jest pana okazja, żeby opowiedzieć mi o swoim życiu. Jeśli uważa pan, że nie powinien pan trafić do aresztu, proszę mnie przekonać.”

Tłumaczę. Pan Adam milczy chwilę, potem mówi tylko „dobrze”.

Policjant przechodzi do praw. Pan Adam może porozmawiać z prawnikiem, ale takim, który zna się na prawie imigracyjnym. Może to zrobić przed tą rozmową albo potem. Może też złożyć skargę na decyzję o areszcie. Policjant mówi to rzeczowo, bez dramatyzowania, jak coś, co powtarza regularnie. Tłumaczę zdanie po zdaniu.

„Czy wszystko pan zrozumiał?”

„Zrozumiałem.”

Krótka cisza. Potem, ciszej:

„Że mnie wyrzucacie.”

Mówię to po niderlandzku, dokładnie tak. Policjant odpowiada, że nic jeszcze nie zostało postanowione. Najpierw chce posłuchać. Pan Adam oddycha głośniej. Nie pyta o nic więcej.

Kiedy pan przyjechał

„Kiedy przyjechał pan do Niderlandów?”

„Pięć lat temu.”

„Po co?”

„Do pracy. Przez agencję. W Polsce mówili, że tu jest magazyn, że dadzą pokój, że da się żyć.”

„I pan pracował?”

„Tak. W magazynie. Dwa lata. Palety, nocki, wszystko. Płaca na konto, pokój w domu od agencji. Normalnie.”

Tłumaczę. Policjant nie przerywa. Pyta dalej, bez pośpiechu.

„A potem?”

„Potem zwolnili. Agencja. Koniec kontraktu, mówili. I pokój też. Bo pokój był od nich. Jak nie ma pracy, nie ma pokoju. Tak to u nich działa.”

„Szukał pan innej pracy?”

„Szukałem. Dorywczo, gdzie się dało. Na magazyn z powrotem już nie wzięli. Czasem dzień, czasem nic.”

„Gdzie pan mieszkał potem?”

„Nigdzie. Na ulicy.”

„Jak długo?”

„Trzy lata.”

Mówi to zwyczajnie, bez skarżenia się.

Ulica

„Gdzie pan spał?”

„Jak było miejsce, to w noclegowni. Jak nie, to w parku. Zimą na dworcu, dopóki ochrona nie kazała wyjść. Czasem pod wiatą na przystanku. Czasem w kontenerze na budowie, jak ktoś zostawił otwarte.”

„Czy ma pan teraz adres?”

„Nie.”

„Jest pan zameldowany w gminie?”

„Byłem, jak pracowałem. Potem skreślili. Albo ja nie przedłużyłem, nie wiem. Teraz nie. Bez meldunku też trudno cokolwiek załatwić.”

„Czy ma pan pieniądze na życie?”

„Nie. Czasem ktoś coś da. Czasem zbieram puszki. To nie jest życie.”

„Ubezpieczenie zdrowotne? W Niderlandach jest obowiązkowe.”

„Nie mam. Jak boli ząb, to boli. Do lekarza bez ubezpieczenia nie pójdziesz, chyba że płacisz, a nie mam z czego.”

„Dokumenty? Dowód, paszport?”

„Ukradli. Drugiej zimy. Z plecakiem. Wszystko. Poszedłem spać na chwilę w parku i obudziłem się bez plecaka.”

„Próbował pan wyrobić nowy?”

„Próbowałem. Byłem w ambasadzie. Mówili mi, że paszport kosztuje ponad sto euro. Ponad sto.”

„I nie dało się?”

„Skąd. Na jedzenie ledwo zbieram. Puszki, ktoś coś da. Jak mam odłożyć sto euro, jak czasem nie mam na chleb? A bez dokumentu teraz nigdzie nie wezmą do normalnej pracy. Wszędzie chcą papier.”

„Rodzina w Niderlandach?”

„Nikogo.”

„A w Polsce?”

„Też prawie nikogo. Matka nie żyje. Ojciec nie chce słyszeć. Brat wyjechał gdzieś i nie odbiera.”

Tłumaczę każde pytanie i każdą odpowiedź osobno. Każde „nie” i każde „nikogo” jest trochę krótsze od poprzedniego. Pan Adam zaczyna powtarzać słowa, jakby sprawdzał, czy policjant naprawdę słucha.

Co jest w systemie

Policjant mówi, że teraz przeczyta, co jest o panu Adamie w systemach policji. Kradzieże w sklepach. Picie alkoholu w miejscu publicznym. Zakłócanie porządku. Tłumaczę tę listę tak, jak jest czytana, punkt po punkcie.

„Jedzenie. Ja kradłem jedzenie. Nie telefony. Nie portfele. Chleb, ser, coś do picia. Jedzenie.”

„A alkohol?”

„Tak. Piłem. Na zewnątrz. Zimą łatwiej zasnąć, jak się wypije. Potem krzyczą, żeby iść. To zakłócanie, mówią.”

„Rozumiem”, mówi policjant po niderlandzku. Potem rzecz najważniejsza.

Pół roku temu urząd imigracyjny (IND) zdecydował, że pan Adam nie ma już prawa pobytu w Niderlandach. Pan Adam dostał tę decyzję do ręki.

„Pamięta pan to pismo?”

„Pamiętam. Myślałem, że to jeszcze jeden papier. Takich dostałem wiele. Nikt nic nie tłumaczył za długo. Podpisałem, bo pan w okienku czekał.”

Tłumaczę. Po drugiej stronie słyszę tylko oddech pana Adama, bliżej mikrofonu niż wcześniej.

„Wtedy pan wiedział, że ma pan wyjechać?”

„Wiedziałem, że jest papier. Nie wiedziałem, że to tak naprawdę. Że ktoś przyjdzie i powie: koniec.”

Ostatnie słowo

„Czy chce pan jeszcze coś powiedzieć, zanim zdecyduję?”

Pan Adam zaczyna mówić szybciej. Nie czeka już na następne pytanie. Że chciał znaleźć pracę. Że teraz wszędzie chcą dokumentu, a jemu ukradli. Że w ambasadzie mówili mu o ponad stu euro za paszport, a on ledwo zbiera na jedzenie. Że nikt nie chce człowieka, który śpi w parku. Że nie jest złodziejem, tylko głodnym. Że jak go zamkną w areszcie, to i tak wróci na ulicę, tylko już nie tu. Że w Polsce też nie ma dokąd wracać. To ostatnie mówi jeszcze cicho, jakby sam sprawdzał, czy to brzmi poważnie.

Tłumaczę w pierwszej osobie, jego zdaniami, z jego powtórzeniami. Policjant czeka, aż skończy.

„Dziękuję. Czy to wszystko?”

„Tak. Chyba tak. Nie wiem, co jeszcze.”

Chwilę nic, tylko stukanie w klawiaturę i szum linii. Potem ten sam rzeczowy głos. Po tym, co usłyszał, i po tym, co jest w aktach, zarządza areszt dla cudzoziemców. Stamtąd pan Adam może zostać odesłany do Polski.

Tłumaczę to zdanie i nie zdążam go skończyć.

Wtedy się zaczęło

Pan Adam krzyczy. Na policjanta, na Niderlandy, na agencję, na wszystkich. Przekleństwa, jedno za drugim. Coraz trudniej rozróżnić poszczególne słowa. Krzesło skrzypi. Głos łamie się i wraca mocniejszy. Tłumaczę to, co da się wyłowić z tego hałasu, i niczego nie łagodzę.

„Ja nie mam nikogo w Polsce! Nikogo! W Polsce też będę bezdomny!”

Policjant mówi spokojnie, raz i drugi: proszę usiąść, proszę się uspokoić. Tłumaczę. Nic to nie daje. Krzesło przewraca się na podłogę. Policjant mówi coś krótko do radia. Prosi o wsparcie.

Drzwi, kroki, kilka głosów naraz. Szarpanina, bardzo blisko mikrofonu. Oddech, komenda, metal, krzyk pana Adama, potem krzyk kogoś innego.

I wtedy ktoś woła w moją stronę:

„Tłumaczenie zakończone!”

„Rozumiem”, mówię spokojnym głosem. I się rozłączam.

Nie wiem, jak zakończyła się sprawa pana Adama. Po takiej decyzji sprawę powrotu może przejąć Dienst Terugkeer en Vertrek (DT&V), urząd, który w Niderlandach organizuje wyjazd osób bez prawa pobytu i może pomóc przy dokumentach podróży. Czy tak było u pana Adama, nie wiem.

Warto wiedzieć

  • Dienst Terugkeer en Vertrek (DT&V) organizuje w Niderlandach faktyczny wyjazd osób, które nie mają już prawa pobytu. Urząd prowadzi rozmowy o powrocie, może pomóc przy dokumentach podróży, a przy samodzielnym wyjeździe może pokryć koszty podróży. Jeśli ktoś nie wyjeżdża samodzielnie, możliwy jest wyjazd przymusowy; areszt dla cudzoziemców może być częścią tego procesu.
  • Areszt dla cudzoziemców (vreemdelingenbewaring) ma utrzymać dostępność osoby do wyjazdu z Niderlandów. To nie jest kara. Legalność aresztu bada sąd. Osoba dostaje adwokata z urzędu, bez opłaty po swojej stronie. Od decyzji o areszcie przysługuje odwołanie do sądu (beroep).
  • Obywatelowi UE, któremu IND zakończyło prawo pobytu w Niderlandach, przysługuje co do zasady termin na samodzielny wyjazd z Niderlandów. To nie jest automatycznie decyzja powrotowa (terugkeerbesluit) ani zakaz wjazdu (inreisverbod) jak wobec obywatela państwa trzeciego. Obowiązek dotyczy opuszczenia Niderlandów.
polubień6