Policja

Dziennik tłumacza #16: Przecież dałem dokument

Po alkoholu uderzył kilka samochodów i wpadł do rowu. Podczas rozmowy z policją wraca do auta, aż słyszy wynik sprawdzenia prawa jazdy.

8 listopada 20264 min czytaniaAutor: Marcin Kowalski
Dziennik tłumacza #16: Przecież dałem dokument

Dzwoni telefon. Policjant mówi, że ma obok siebie zatrzymanego kierowcę. Jazda po alkoholu, kilka uderzonych samochodów, na końcu rów. Potrzebuje tłumacza do rozmowy. Jest jeszcze dokument, który kierowca okazał podczas kontroli.

„Prawo jazdy sprawdzamy”, dodaje. „Proszę chwilę poczekać, włączę głośnik”.

Słyszę szuranie, potem męski głos, wyraźnie bliżej telefonu.

„Dzień dobry. Pan mówi po polsku?”.

Przedstawiam się. Mężczyzna ma na imię Robert. Ledwie kończę, już pyta o samochód.

„Czy oni go stamtąd wyciągnęli? Może pan zapytać?”.

Przekazuję pytanie. Policjant mówi, że za chwilę do tego wrócimy. Najpierw chce porozmawiać o tym, jak doszło do zdarzenia.

Kilka samochodów

„Prowadził pan samochód po spożyciu alkoholu. Po drodze uderzył pan kilka innych aut. Pana samochód znalazł się w rowie”.

Tłumaczę. Robert wchodzi mi w słowo przy ostatnim zdaniu.

„No wiem, gdzie się znalazł. Ja nim jechałem”.

„Proszę opowiedzieć, co się stało”.

„Straciłem panowanie. I zjechałem”.

„A wcześniej?”.

Robert wzdycha. Przez chwilę słyszę tylko jego oddech, potem mówi szybciej, jakby chciał zmieścić całą odpowiedź przed następnym pytaniem.

„Było uderzenie, potem znowu. Próbowałem wyprowadzić samochód. W końcu już jechałem do tego rowu. Nie dało się”.

Policjant czeka, aż skończę tłumaczyć.

„Mówi pan o kilku uderzeniach?”.

„Mówię, że próbowałem opanować auto”.

„Pytam o to, co wydarzyło się przed wjechaniem do rowu”.

Robert powtarza, że stracił panowanie. Przy pytaniu o alkohol odpowiada krótkim „tak”. Kolejne pytania kwituje już dłuższymi zdaniami, ale co pewien czas wraca do swojego samochodu. Czy jest bardzo uszkodzony? Gdzie teraz stoi? Czy ktoś mu powie, co z nim będzie?

„Czy dostanę o nim jakąś informację?”, pyta w końcu.

Funkcjonariusz potwierdza, że pytanie usłyszał. Teraz chce przejść do prawa jazdy. Słyszę stukanie w klawiaturę, kilka uderzeń, przerwę i znów kilka.

„Dokument, który pan okazał. Proszę powiedzieć, skąd pan go ma”.

Przecież dałem dokument

„Prawo jazdy?”.

„Tak. To okazane podczas kontroli”.

„Przecież dałem dokument”.

Robert mówi to głośniej niż wszystko wcześniej. Odpowiedź jest krótka, stanowcza. Czeka, aż ją przetłumaczę, i od razu dopowiada:

„Mają go. Niech sprawdzą”.

„Właśnie to robimy”, odpowiada policjant. „Pytam pana o ten dokument”.

„Co jest z nim nie tak?”.

Funkcjonariusz mówi, że pojawiły się wątpliwości co do jego autentyczności. Robert przez chwilę milczy, a potem znowu zaczyna o samochodzie.

„Ale ja chciałem zapytać, gdzie go zabrali. Bo tam zostały moje rzeczy”.

„Przekazałem pana pytanie. Teraz rozmawiamy o prawie jazdy”.

Tłumaczę również to zdanie. Słyszę, jak Robert nabiera powietrza i powoli je wypuszcza. Kiedy odzywa się ponownie, mówi niemal pod samym mikrofonem.

„To co mam powiedzieć? Dałem im to, co miałem przy sobie”.

Policjant powtarza pytanie o pochodzenie dokumentu. Robert pyta, dlaczego trzeba o nim rozmawiać, skoro już go sprawdzają. Głos funkcjonariusza pozostaje równy. Wyjaśnia, że sprawdzenie dokumentu i pytanie do kierowcy to dwie rzeczy.

Po obu stronach robi się cicho. Czekam. Robert odzywa się pierwszy.

„Panie tłumaczu, on mnie rozumie?”.

„Przekazuję panu policjantowi to, co pan mówi”.

„Bo ja pytam o auto, a on cały czas o to prawo jazdy”.

Tłumaczę. Funkcjonariusz mówi, że słyszy pytania o samochód. Powtarza też, że potrzebuje odpowiedzi dotyczących dokumentu. Robert nie odpowiada od razu. Zamiast tego pyta, czy może dostać wodę. Policjant potwierdza. Przez chwilę przy telefonie słychać ruch, potem krótkie „proszę”.

„Dziękuję”, mówi Robert. Odchrząkuje i dodaje: „Niech pan mu jeszcze powie, że ja chcę to normalnie wyjaśnić”. Przekazuję jego słowa. Funkcjonariusz odpowiada, że właśnie po to zadaje pytania. Robert wzdycha, ale tym razem mu nie przerywa.

Proszę zostać na linii

Policjant przeprasza i prosi, żebym się nie rozłączał. Słyszę inny telefon. Jego głos oddala się od mikrofonu; docierają do mnie pojedyncze słowa, za mało, żeby zrozumieć rozmowę.

Robert pyta mnie cicho:

„Długo to jeszcze będzie?”.

„Zapytam, kiedy policjant wróci”.

„Ja już wszystko powiedziałem o tym rowie”.

Funkcjonariusz wraca po krótkiej chwili. Mówi, że ma informację dotyczącą sprawdzanego prawa jazdy. Prosi, żebym przekazał ją kierowcy.

„Okazany przez pana dokument jest podrobiony”.

Tłumaczę. Robert nie odpowiada. Policjant czeka, potem pyta, czy kierowca usłyszał.

„Jak to podrobiony?”.

Głos jest teraz znacznie cichszy. Muszę podnieść głośność w słuchawkach. Jeszcze przed chwilą Robert mówił szybko, przerywał i wracał do samochodu. Teraz każde słowo wypowiada osobno.

„Mówi pan o moim prawie jazdy?”.

„O dokumencie, który pan okazał”.

„Proszę mu powiedzieć jeszcze raz, że ja go dałem do sprawdzenia”.

Przekazuję to zdanie. Policjant odpowiada, że dokument został sprawdzony i właśnie dlatego o nim rozmawiamy.

Robert zaczyna coś mówić, ale urywa po „ja”. Przez chwilę szumi linia. Potem prosi, żebym powtórzył, co powiedział funkcjonariusz. Powtarzam informację o podrobionym dokumencie. Tym razem odpowiada od razu.

„Słyszałem”.

Jeszcze jedna rozmowa

„Co teraz?”, pyta Robert. „Z tym dokumentem”.

Samochód przestaje pojawiać się w jego pytaniach. Chce wiedzieć, czy prawo jazdy zostanie sprawdzone ponownie i czy jeszcze będą o nim rozmawiać. Funkcjonariusz mówi, że kwestia podrobionego dokumentu wymaga dalszego wyjaśnienia. Do tej sprawy będzie potrzebna kolejna rozmowa z tłumaczem.

„Czyli to jeszcze nie koniec?”.

„Sprawa dokumentu nie jest wyjaśniona”.

Tłumaczę. Robert milczy, potem pyta, czy może jeszcze coś dodać.

„Proszę”, odpowiada policjant.

„Ja chcę wiedzieć, co oni tam sprawdzili”.

Przekazuję pytanie. Funkcjonariusz powtarza, że wrócą do dokumentu podczas kolejnej rozmowy. Na dziś kończy moje zlecenie i dziękuje. Informuję Roberta, że się rozłączam.

„Dobrze”, mówi cicho.

Połączenie się kończy. Zdejmuję słuchawki. Dalszych wyjaśnień Roberta już nie usłyszę.

osoba polubiła1